Blog > Komentarze do wpisu
Absurdy codzienności

Obrazy które widzimy na co dzień mogą być bardzo niesamowite, zabawne czasem absurdalnie straszne. W swej obrzydliwości także. Wpis nie dla osób wrażliwych, choć zaczyna się łagodnie.

Poniższe scenki nie bazują na wydarzenia prawdziwych - to są wydarzenia prawdziwe ;) Ewentualnie dokładam interpretację lub opis mojego zdziwienia. W każdym razie no cóż czasami absurdy.

Scenka 1.

Dzień świąteczny. Słoneczne popołudnie, ok 28 grudnia 2012. Spacer przez miejscowość ok 10 tys mieszkańców. Ni żywej duszy. Czasem przejedzie samochód, mnóstwo domów. Brak ludzi jakaś taka pustka. Skręciłem do parku. O tam jest 5 osób - 2 dzieci na łyżwach na stawie. Chyba płytki, a lód gruby. Idę dalej... W pewnym momencie w pustym miejscu parku widzę faceta. Starszy gość, ale wygląda normalnie, nie jak kloszard. Wygrzebuje coś z plastikowej butelki leżącej obok kosza. Może to nic nadzwyczajnego, ale to było prawie jak scena na pustyni. Dookoła nikogo nie ma. Miejscowość wygląda na opuszczoną (wszyscy oglądają familiadę?) a kiedy spotykam jednego z nielicznych przedstawicieli mojego gatunku widzę jak grzebie coś w śmieciach.

Scenka 2.

Kiedy - nie pamiętam kiedy. Gdzie - Warszawa, Wiatraczna. Jadę tramwajem w biały dzień. Koło 12. I co widzę?! Ktoś się załatwia obok chodnika. Środek Warszawy niemalże. Nie wiem czy wykrzywić się z obrzydzenia, czy śmiać z absurdalności tej sytuacji?

Scena 3.

PKP ;) Jadę pociągiem, nowiuśkim cieplutkim TLK (klasa 2 wyremontowana, klasa 1 - stara i opuszczona). Napis wyświetla, że jest rok 2082 ;) Konduktor biega w te i wewte - szuka drobnych, co by sprzedać ludziom bilety... Dzięki temu przejechałem 50 km i kupiłem bilet na krótszy odcinek.

W pewnym momencie (tak jak przy dłuższej podróży) postanowiłem wypróbować toaletę w nowym składzie. Ogólnie poza tym, że spłukująca woda wylewała się na podłogę, a rura odprowadzająca pomieści co najwyżej kupkę małego psa to nawet spoko.

aha i zapomniałem dodać najważniejszego. Pociąg jechał (a przynajmniej tam pokazywał wyświetlacz) nawet 120 km/h. Gdyby nie przestoje na kilku stacjach (jakieś 15-20 minut) to już byłoby całkiem fajnie.

Scenka 4.

Metro centrum, lato. Po południu. Czekam na kogoś, na środku. Za mną koleś od "grania" na stołkach. Dla mnie to żadne granie, poczucie rytmu przeciętne i hałas. Tymczasem ma przerwę, ktoś podchodzi do niego i zagaduje. Słyszę 5/10. O czym gadają? O filozofii, sensie istnienia i ogólnie takim filozoficznym bełkocie itd (jeden z nich był na prawdę przygotowany do dyskusji - chyba coś czytał). O tej porze, w takim miejscu, brzmiało nieprzeciętnie ;)

Nie trzeba było długo czekać. Wystarczy odwrócić wzrok i kolejny oryginał. Młoda dziewczyna. Niezbyt ładna. Włosy różowe. Torba - pięćset naszywek/klamerek... "Patrzcie na mnie jaka jestem kul".

Scenka 5. - napisz  w komentarzu ;)

piątek, 04 stycznia 2013, konrad1811

Polecane wpisy